Wykorzystując zegary biologiczne, które jeszcze nie przestawiły się na obecny czas, wczesnym rankiem, tuż po wschodzie słońca, wymeldowaliśmy się z motelu i szybko pojechaliśmy odwiedzić jeszcze atrakcje Montrealu, na które dzień wcześniej zabrakło czasu.
Przejechaliśmy pięknym, monumentalnym i wyglądającym mrocznie mostem Jacques-Cartier na wyspę Sainte-Helene.
Charakterystyczną zabudowę, poza oczywiście fortem z 1825r., zawdzięcza wystawie Expo'67, kiedy to odwiedziło ją kilka milionów zwiedzających. Rześki niedzielny poranek, to i spacerowiczów i zwiedzających niewiele, świetna okazja by sfotografować centrum miasta po drugiej stronie rzeki św. Wawrzyńca.
Jedną z charakterystycznych pozostałości Expo jest kopuła Biosphere,
w której znajdował się pawilon wystawowy USA a dzisiaj jest to ekspozycja poświęcona systemowi wodnemu Rzeki św. Wawrzyńca oraz Wielkich Jezior.
Druga z odwiedzonych wysp, Notre-Dame, to tak naprawę głównie kasyno czynne całą dobę, jako że rozrywka zupełnie nie w naszym typie, szybko ewakuowaliśmy się zdewastowanym Pont de la Concorde, aby zobaczyć ciekawostkę architektoniczną, Habitat 67.
Podobnie jak wszystkie budynki w okolicy został wybudowany na wystawę Expo, na podstawie projektu-pracy dyplomowej Moshe Safdiego, który wzorował się na zabudowie typowej dla górzystych miejscowości Bliskiego Wschodu.
Na budynek składa się 354 prefabrykowanych modułów, jednak w wyniku połączenia i przebudowy jest tam obecnie 146 mieszkań.
w której znajdował się pawilon wystawowy USA a dzisiaj jest to ekspozycja poświęcona systemowi wodnemu Rzeki św. Wawrzyńca oraz Wielkich Jezior.
Druga z odwiedzonych wysp, Notre-Dame, to tak naprawę głównie kasyno czynne całą dobę, jako że rozrywka zupełnie nie w naszym typie, szybko ewakuowaliśmy się zdewastowanym Pont de la Concorde, aby zobaczyć ciekawostkę architektoniczną, Habitat 67.
Podobnie jak wszystkie budynki w okolicy został wybudowany na wystawę Expo, na podstawie projektu-pracy dyplomowej Moshe Safdiego, który wzorował się na zabudowie typowej dla górzystych miejscowości Bliskiego Wschodu.
![]() |
www.archdaily.com |
![]() |
www.archdaily.com |
Bardzo interesujące to założenie, każde z mieszkań zajmuje od jednego do ośmiu modułów i posiada od jednej do trzech kondygnacji. Wszystkie mieszkania
posiadają ogród o powierzchni wahającej się od 21 do 93 m², umieszczony na dachach sąsiednich modułów. Przez całą długość kompleksu, na piętrach 2, 5, 6 i 10, przebiegają chodniki, zapewniające bezpośredni dostęp do mieszkań.
Dzisiejsza cena takiego jednego domu waha się w granicach 650 000 - 1 200 000 dolarów kanadyjskich.
Nawigacja wskazała, że najbliższą i najszybszą drogą do miasta Quebec będzie autostrada nr 20, po kilkudziesięciu kilometrach zatrzymaliśmy się w McDonalds na kawę. W Kanadzie nie ma praktycznie żadnych innych barów, w których można coś zjeść/napić się w drodze poza sieciami: Tim Horton's, Wendy's oraz wspomniany McDonald's. Dość nudna, ponad dwugodzinna droga, upłynęła trudno, kilka chwil po południu zameldowaliśmy się w mieście Quebec. Samochód znalazł sobie miejsce na podziemnym parkingu pod Parc de l'Esplanade, a my wybraliśmy się na spacer po mieście, które, jak sama nazwa wskazuje jest stolicą prowincji. Poza tym, że jest to jedno z najstarszych miast na kontynencie amerykańskim, to sama prowincja jest największą w Kanadzie. W miejscu obecnego Quebec City dawniej znajdowała się osada Irokezów, natomiast samo miasto założył w 1608r Jacques Cartier. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Górnego Miasta, do którego dotarliśmy Rue Saint Louis. Pierwszym punktem był Place d'Armes, pośrodku którego znajduje się fontanna-pomnik Wiary, Monument de la Foi, wybudowany w 1915r, upamiętniający trzysetną rocznicę przybycia misjonarzy katolickich do Quebecu.
Przeszliśmy przez niewielki targ,
i dotarliśmy do anglikańskiej katedry Św. Trójcy.
Jest to budynek neoklasycystyczny, wybudowany w 1804r., którego wystrój wnętrza wykonany jest z angielskiego dębu. Ciemne drewno, jasne, pastelowe ściany, wykończone pozłoceniami, tworzą układ spokojny, czysty, wręcz purytański.
Przed ratuszem miejskim, Hotel de la Ville Quebec znajduje się niewielki skwerek Place d' Hotel de la Ville, z fontanną po środku.
Po drugiej stronie placyku znajduje się Basilique Notre-Dame-de-Quebec, katedra, będąca siedzibą katolickiego biskupa Quebecu.
Pierwsze dwa kościoły, wybudowane przed rokiem 1640 strawił pożar, a pierwszą murowaną katedrę zburzyli Brytyjczycy.
Obecna katedra nawiązuje wyglądem do tej z 1647r, zdobiona jest witrażami, złoconymi ornamentami oraz charakterystycznym baldachimem stanowiącym zadaszenie dla ołtarza.
Sama katedra, jak i przylegające centrum informacyjne są miejscem kultu Św. Franciszka de Montmorency Laval, pierwszego biskupa Nowej Francji, później znanej, jako właśnie Quebec.
W czasie swej posługi dokonał podziału administracyjnego diecezji na szereg parafii oraz ufundował seminarium duchowne w Quebecu, które w 1852 przekształciło się w Université Laval. Beatyfikowany przez Jana Pawła II, został kanonizowany w 2014r przez papieża Franciszka.
Przeszliśmy przez niewielki targ,
Jest to budynek neoklasycystyczny, wybudowany w 1804r., którego wystrój wnętrza wykonany jest z angielskiego dębu. Ciemne drewno, jasne, pastelowe ściany, wykończone pozłoceniami, tworzą układ spokojny, czysty, wręcz purytański.
Przed ratuszem miejskim, Hotel de la Ville Quebec znajduje się niewielki skwerek Place d' Hotel de la Ville, z fontanną po środku.
Pierwsze dwa kościoły, wybudowane przed rokiem 1640 strawił pożar, a pierwszą murowaną katedrę zburzyli Brytyjczycy.
Obecna katedra nawiązuje wyglądem do tej z 1647r, zdobiona jest witrażami, złoconymi ornamentami oraz charakterystycznym baldachimem stanowiącym zadaszenie dla ołtarza.
Sama katedra, jak i przylegające centrum informacyjne są miejscem kultu Św. Franciszka de Montmorency Laval, pierwszego biskupa Nowej Francji, później znanej, jako właśnie Quebec.
W czasie swej posługi dokonał podziału administracyjnego diecezji na szereg parafii oraz ufundował seminarium duchowne w Quebecu, które w 1852 przekształciło się w Université Laval. Beatyfikowany przez Jana Pawła II, został kanonizowany w 2014r przez papieża Franciszka.
Zgłodnieliśmy, więc na nieco spóźniony lunch wybraliśmy się do knajpki przy Musee de l'Fort, gdzie zjedliśmy sałatkę i hamburgery popijając lokalnym piwem.
Po nabraniu sił udaliśmy się na dłuższy spacer po la Citadelle. Samego fortu nie zwiedzaliśmy, cena biletu skutecznie nas odstraszyła. Przespacerowaliśmy natomiast ramionami gwiazdy aż do punktu widokowego nad Rzeką Św. Wawrzyńca.

Twierdzę budowały wojska zarówno francuskie, jak i angielskie. Francuzi rozpoczęli budowę fortu w 1750r, a pracę ukończyli Brytyjczycy w 1831. Umocnienia były wznoszone dla obrony miasta przed atakiem armii amerykańskiej, który nigdy nie nastąpił. Deptakiem wzdłuż murów,
poprzez Cap Diamant, wróciliśmy do Haute-Ville, Górnego Miasta, tuż u stóp ogromnego Chateu Frontenac, górującego nad miastem i stanowiącego jego wizytówkę.
Pałac, a w zasadzie hotel, to olbrzymia budowla, z basztami i stromym miedzianym dachem pokrytym patyną, został wybudowany przez pracowników Canadian Pacific Railway, na podstawie projektu amerykańskiego architekta Bruce Pricea. W zamyśle, miał przypominać fancuski zamek, chateau. Obecnie, hotel ma prawie 600 pokoi, jednak cena za noc znacząco przekracza nasze założenia finansowe - stąd nocleg będziemy mieć na przedmieściach.
W trakcie wizyty w Quebec City odwiedziliśmy również Basse-Ville, Dolne Miasto. Co prawda zjechać można kolejką-windą, funicular, to jednak wybraliśmy spacer na nogach. Wyjątkowo trudno było przemieszczać się po Rue du Petit Champlain, jest to dość wąski, jak na szturmującą go ilość turystów, deptak z wieloma sklepami oraz knajpkami.
W końcu dotarliśmy na Place Royale,
główny plac dolnego miasta. Pierwotnie był tu ogród Samuela de Champlain, założyciela miasta, ale francuski gubernator Frontenac zamienił go w targ.
Obecnie, pośrodku placu znajduje się popiersie króla Ludwika XIV, stąd też nazwa - Place Royale, Plac Królewski. Otoczony jest domami z poczatku XVIII wieku, ze spadzistymi dachami i okiennicami w pastelowych kolorach, niegdyś należącymi do zamożnych kupców. Stamtąd już poszliśmy do Vieux Port, nad Rzekę Św. Wawrzyńca, gdzie Kuba mógł pobawić się w fontannach.
Później już tylko spacer do góry,
przejazd niezwykle malowniczą Grande Allee East
i dotarliśmy do Hotelu Le Voyageur, jednego z lepszych miejsc do spania podczas całej wycieczki.
Po nabraniu sił udaliśmy się na dłuższy spacer po la Citadelle. Samego fortu nie zwiedzaliśmy, cena biletu skutecznie nas odstraszyła. Przespacerowaliśmy natomiast ramionami gwiazdy aż do punktu widokowego nad Rzeką Św. Wawrzyńca.

Twierdzę budowały wojska zarówno francuskie, jak i angielskie. Francuzi rozpoczęli budowę fortu w 1750r, a pracę ukończyli Brytyjczycy w 1831. Umocnienia były wznoszone dla obrony miasta przed atakiem armii amerykańskiej, który nigdy nie nastąpił. Deptakiem wzdłuż murów,
poprzez Cap Diamant, wróciliśmy do Haute-Ville, Górnego Miasta, tuż u stóp ogromnego Chateu Frontenac, górującego nad miastem i stanowiącego jego wizytówkę.
Pałac, a w zasadzie hotel, to olbrzymia budowla, z basztami i stromym miedzianym dachem pokrytym patyną, został wybudowany przez pracowników Canadian Pacific Railway, na podstawie projektu amerykańskiego architekta Bruce Pricea. W zamyśle, miał przypominać fancuski zamek, chateau. Obecnie, hotel ma prawie 600 pokoi, jednak cena za noc znacząco przekracza nasze założenia finansowe - stąd nocleg będziemy mieć na przedmieściach.
W trakcie wizyty w Quebec City odwiedziliśmy również Basse-Ville, Dolne Miasto. Co prawda zjechać można kolejką-windą, funicular, to jednak wybraliśmy spacer na nogach. Wyjątkowo trudno było przemieszczać się po Rue du Petit Champlain, jest to dość wąski, jak na szturmującą go ilość turystów, deptak z wieloma sklepami oraz knajpkami.
W końcu dotarliśmy na Place Royale,
główny plac dolnego miasta. Pierwotnie był tu ogród Samuela de Champlain, założyciela miasta, ale francuski gubernator Frontenac zamienił go w targ.
Obecnie, pośrodku placu znajduje się popiersie króla Ludwika XIV, stąd też nazwa - Place Royale, Plac Królewski. Otoczony jest domami z poczatku XVIII wieku, ze spadzistymi dachami i okiennicami w pastelowych kolorach, niegdyś należącymi do zamożnych kupców. Stamtąd już poszliśmy do Vieux Port, nad Rzekę Św. Wawrzyńca, gdzie Kuba mógł pobawić się w fontannach.
Później już tylko spacer do góry,
przejazd niezwykle malowniczą Grande Allee East
i dotarliśmy do Hotelu Le Voyageur, jednego z lepszych miejsc do spania podczas całej wycieczki.
Na koniec kilka słów refleksji. Quebec City, stolica prowincji, cukierkowa, koronkowa, strasznie francuska, nie przypadła mi do gustu.
Miasto założone na początku XVII w. nie ma praktycznie żadnych budowli z tego czasu a dominują budynki XIX-wieczne. Najsłynniejszy zabytek Quebecu - Zamek Frontenac, nie jest dostępny do zwiedzania. Cytadela, której widzieliśmy jedynie fragmenty z zewnątrz, bo wejście do niewielkiej jej części możliwe jest za jakieś niewyobrażalne pieniądze. Tłum ludzi w dolnej części miasta, kolejki do podrzędnych barów, wszystko to spowodowało, że wizyta w mieści bardzo mnie zmęczyła i zniesmaczyła.
Miasto założone na początku XVII w. nie ma praktycznie żadnych budowli z tego czasu a dominują budynki XIX-wieczne. Najsłynniejszy zabytek Quebecu - Zamek Frontenac, nie jest dostępny do zwiedzania. Cytadela, której widzieliśmy jedynie fragmenty z zewnątrz, bo wejście do niewielkiej jej części możliwe jest za jakieś niewyobrażalne pieniądze. Tłum ludzi w dolnej części miasta, kolejki do podrzędnych barów, wszystko to spowodowało, że wizyta w mieści bardzo mnie zmęczyła i zniesmaczyła.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz