Ponieważ po południu i wieczorem dnia poprzedniego udało się zobaczyć wszystkie istotne atrakcje miasta Quebec, to w planowaniu kolejnego dnia mieliśmy mnóstwo swobody. Po przeliczeniu odległości, w pierwszej kolejności pojechaliśmy zobaczyć największy i podobnież najpiękniejszy w prowincji, wyższy od samej Niagary o 30m, wodospad Montmorency. Wodospad powstał w miejscu ujścia rzeki Montmorency do Rzeki Św. Wawrzyńca. Za wjazd na parking zapłaciliśmy 10CAD i była to jedyna opłata za odwiedzenie tego miejsca. Można skorzystać z wjazdu kolejką linową oraz np. wspinaczki via Ferrata, jednak my zdecydowaliśmy się na spacer schodami, chociaż most wiszący nad wodospadem, widziany z dolnej stacji kolejki linowej wydaje się czymś bardzo odległym i nieosiągalnym.
Po kilku chwilach,
zmoczeni delikatnie drobnymi kroplami wody, które unoszą się w powietrzu, znaleźliśmy się na moście wiszącym ponad wodospadem.
Po spacerze w dół wsiedliśmy do samochodu i pojechali nowoczesnym mostem, jedynym łączącym wyspę Ile d'Orleans z kontynentem.
Wyspa sama w sobie nie jest jakimś szczególnie pięknym miejscem, można na niej zobaczyć jak wygląda ciche, spokojne, prowincjonalne życie, z dala od zgiełku miasta, pośród plantacji truskawek.
Na jej południowym krańcu, natomiast, można zobaczyć interesującą panoramę Quebec City.
Z atrakcji tego dnia oraz z planów ramowych całego wyjazdu mieliśmy poznać nieco kulturę autochtonów, przed skolonizowaniem terenu przez Europejczyków. Nieco na północ od miasta Quebec znajduje się miejscowość Wendake, w której jest kilka społeczności kultywujących pamięć o Indianach - Huronach, którzy zamieszkiwali tereny wschodniej Kanady. Nasz wybór padł na ekspozycję Site Traditionnel Huron Onhoüa Chetek8e. Już samo miejsce bardzo zaskakuje - skansen zlokalizowany jest pośrodku wiejskiej strefy przemysłowej - pomiędzy serwisem ciągników rolniczych a składem drewna. Ponieważ nie chcieliśmy czekać prawie godzinę, na kolejną wycieczkę prowadzoną przez anglojęzycznego przewodnika, po opłaceniu biletów zaczęliśmy zwiedzać samodzielnie.
Zgodnie z planem - rozpoczęliśmy od wielkiej chaty, w której mogło spać nawet kilkanaście rodzin.
Dalej przeszliśmy do miejsca kultu, gdzie podziwiać można różnego rodzaju totemy.
Przy okazji zostałam przywołana do porządku przez francuskojęzyczną przewodniczkę, bowiem wykonywałam zdjęcia w miejscu zabronionym - w chacie szamana.
Później zobaczyliśmy jak wykonywane były łodzie - canoe oraz w jaki sposób Indianie polowali.
Oczywiście nazwa Indianie, jest trochę nie na miejscu, obowiązuje w Polsce, wynika z tego, jak nazwał mieszkańców kontynentu Krzysztof Kolumb, który sam w Indiach nie był. Kanadyjczycy używają wobec Indian określenia native nations, czyli narody tubylcze.
W sklepie pooglądaliśmy trochę pamiątek, jednak cena nie skusiła nas do nabycia czegokolwiek. Ponadto z kilku miejsc zostaliśmy przegonieni i z uczuciem pewnej goryczy, wobec wydanych prawie 40 dolarów za wstęp, oraz sporo czasu na dojazd odjechaliśmy...bynajmniej nie w stronę zachodzącego słońca - ale w kierunku południowym.
Po niecałej godzinie dotarliśmy ponownie do miasta Quebec, gdzie odwiedziliśmy ogromne akwarium. Przy kasie biletowej, pani upewniła się że na pewno chcemy wejść - atrakcja zamykana jest o 17:00, zatem mieliśmy tylko dwie godziny. Chwilka przeliczeń co jest bardziej opłacalne - bilet rodzinny, czy bilety indywidualne i jednak zdecydowaliśmy się na bilety pojedyncze za które zapłaciliśmy 48 dolarów. Pierwszym punktem zwiedzania jest fantastyczne i hipnotyzujące akwarium z meduzami.
Później dotknąć można płaszczkę.
W kolejnym pawilonie poznać można życie różnych zwierząt morskich a także przejść tunelem wodnym podziwiając żyjątka przepływające nad głową.
Ekspozycje na zewnątrz to foki, morsy z ogromnym Borysem na czele, a także niedźwiedzie polarne. Zdążyliśmy w ostatnim momencie na pokaz karmienia.
Wizyta w akwarium, mimo dość sporej ceny, była to świetna atrakcja dla całej naszej rodziny, aż do momentu gdy musieliśmy opuścić już zamykane zoo. Korzystając z wieczornego słońca, miast szybkiej autostrady do Trzech Rzek - Trois Rivieres, wybraliśmy obecnie lokalną drogę Chemin du Roy - Drogę Królewską.
Jest to pierwsza droga wytyczona pomiędzy miastem Quebec a Montrealem.
Ciągnie się wzdłuż Rzeki św. Wawrzyńca, co krok napotkać można piękne widoki oraz stare kościoły w niewielkich miasteczkach. Tuż po zmroku dotarliśmy do motelu Penn Mass, całkiem przyjemnego lokum na jedną noc, przed dalszą do Ottawy.
Ciągnie się wzdłuż Rzeki św. Wawrzyńca, co krok napotkać można piękne widoki oraz stare kościoły w niewielkich miasteczkach. Tuż po zmroku dotarliśmy do motelu Penn Mass, całkiem przyjemnego lokum na jedną noc, przed dalszą do Ottawy.
Dysponowaliście swoim samochodem, czy korzystaliście wcześniej z jakiejś konkretnej wypożyczalni? Interesuje mnie to, w jaki sposób wygląda to za granicą. Bo sam też sprawdzam, która wypożyczalnia aut dostawczych trójmiasto będzie dla mnie odpowiednia. Nie zależy mi na luksusie, ale na pewno na uczciwej ofercie wypożyczenia samochodu.
OdpowiedzUsuń