Strony

sobota, 14 maja 2016

Epizod 7 - DMZ, Koreańska strefa zdemilitaryzowana (한반도 비무장지대)


North Korea, South Korea, Marilyn Monroe,
Rosenbergs, H-bomb, Sugar Ray, Panmunjom

                                                          Billy Joel, We Didn't Start The Fire, 1989

Utworzona w 1953 roku, po wojnie na Półwyspie Koreańskim, strefa zdemilitaryzowana dzieli półwysep na dwie, mniej więcej równe części. Z grubsza przebiega wzdłuż równoleżnika 38 szerokości geograficznej północnej, jednak jej linię w znacznym stopniu wyznacza przebieg rzek, czy szczytów górskich - z "korzyścią" dla Korei Południowej. Strefa zdemilitaryzowana ma ok. 250km długości oraz 4 km szerokości po każdej ze stron linii demarkacyjnej. Z racji swojej charakterystyki, zakazu wstępu  - jest dzisiaj unikalnym, najczystszym w skali światowej rezerwatem przyrody. Paradoksalnie, nieco wbrew nazwie - o ile wewnątrz samej strefy żołnierze nie noszą broni palnej, to teren wokół DMZ jest najsilniej ufortyfikowanym i najmocniej zmilitaryzowanym obszarem na Ziemi, skupiona jest tam broń biologiczna, chemiczna oraz nuklearna. Znajduje się tam również największe na świecie pole minowe.
Planując wyjazd do strefy musieliśmy odrzucić wariant zwiedzania JSA (Joint Security Area - Wspólna Strefa Bezpieczeństwa), południowa część strefy jest kontrolowana przez wojska amerykańskie, a jednym z bezwzględnych warunków wstępu jest ukończenie 11 lat (Kubie jeszcze trochę brakuje). W JSA odbywają się negocjacje, rozmowy między stronami Północy oraz Południa, a na pobliskim moście "Bez powrotu" następuje wymiana więźniów.
Wybraliśmy zatem wariant dojazdu pociągiem ze stacji Seul, codziennie rano w kierunku stacji Dorasan wyjeżdża jeden pociąg, który wraca po południu. Jako, że nie na całej trasie linia jest zelektryfikowana - skład jest spalinowy, zawiera trzy wagony pasażerskie o nazwach "Pokój", "Harmonia" oraz "Miłość".
Tutaj absolutnie kojarzy się cytat Szyszkownika Kilkujadka z "Kingsajzu", nieco w odwróconej  formie:
"Ja wiem, polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają."
DMZ Train - Wagon "Pokój"
Wagon "Miłość"
W trakcie rezerwacji system przydzielił nam miejsca w trzecim wagonie, malowanym w  przyrdzewiałą parową lokomotywę, symbolizującą podział półwyspu, o nazwie "Peace". Podczas jazdy konduktor rozdawał formularze wjazdowe oraz udzielał wskazówek dotyczących prawidłowego ich wypełniania. W pociągu panowała dość dziwna, wręcz kuriozalna atmosfera. Nam przypomniały się czasy, kiedy to Władza Ludowa ograniczała przemieszczanie się i na każdej granicy poza okazaniem paszportu (przechowywanego przez komisariat Milicji) oraz książeczki walutowej należało odczekać i skruszeć po kilkanaście a czasem kilkadziesiąt godzin. Jedna z pasażerek pociągu płakała ze wzruszenia, tak jakby ktoś z rodziny znajdował się po drugiej stronie. Było też sporo dzieci i młodzieży, które wycieczkę traktowały jak sobotni piknik - strzelały sobie selfie i opowiadały dowcipy śmiejąc się przy nich do rozpuku. To wszystko w połączeniu z dekorowaniem - tak zewnętrznym jak i wewnętrznym pociągu budowało atmosferę groteski. Po około godzinie jazdy pociąg zatrzymał się na stacji Imjingang, gdzie padła komenda do opuszczenia składu. 
Stacja kontroli paszportowej

Wszystko pod nieprzerwanym okiem wojska
Z wypełnionymi formularzami oraz paszportami ustawiliśmy się do kolejki. Żołnierze sprawdzali poprawność wypełnienia dokumentów i wręczyli identyfikatory z logo kolei koreańskich - Korail. Po kontroli i przeliczeniu pozwolono nam wykonać kilka zdjęć, po czym wsiedliśmy ponownie do pociągu. Przejechaliśmy most linii kolejowej Gyeongui, silnie ufortyfikowany oraz obleczony blaszkowym drutem kolczastym, w trakcie przejazdu tych kilku kilometrów zostaliśmy kilkukrotnie przeliczeni przez żołnierzy, którzy wsiedli w Imjingang. Dawniej istniały dwa mosty, jednak most wschodni (obsługujący transport kolejowy z południa) został zbombardowany i do dzisiaj pozostały tylko pylony.

Pracujący w strefie rolnicy też się nam przyglądali
Ogrodzenie i motyle
Stacja końcowa, Dorasan wygląda dość interesująco. 
Przepiękna, nowoczesna. Stal i szkło. Cztery tory, dwa perony. I jeden, jedyny pociąg dziennie oraz to podkreślane na każdym kroku przygotowanie, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do zjednoczenia, to nie jest ostatnia stacja z kierunku południowego, ale pierwsza stacja w kierunku północnym.
Dworzec Dorasan przypomina nieco lotnisko w Radomiu, mógłby znacznie więcej (są stanowiska odprawy paszportowej, celnej, skanowanie bagażu), ale póki sytuacja po ostatnich próbach rakietowych oraz z bronią jądrową jest tak napięta - zbyt wiele się nie zmieni. 
Wszystko przygotowane do ewentualnego otwarcia granicy...
Jeszcze w ubiegłym roku w pobliskiej Strefie Przemysłowej Kaesŏng na rzecz Południa pracowali robotnicy z Północy, jednak po ostatnich próbach rakietowych - 10 lutego 2016r południowokoreański Minister Zjednoczenia ogłosił, że strefa zostanie zamknięta.
Przeliczeni po raz kolejny otrzymaliśmy identyfikatory w hangul, gdzie poza literami alfabetu koreańskiego widniały jedynie cyfry arabskie - pierwsza to numer naszego autobusu, druga to numer miejsca. Zasiedliśmy zatem w autobusie, gdzie byliśmy przeliczeni po kilka razy. 
Nowoczesny, czyściutki autobus
W końcu autobus odjechał. W drodze do kolejnego punktu wycieczki mieliśmy możliwość podziwiania w pełni przygotowanego przejścia granicznego, które było nieczynne, z uwagi na sytuację polityczną - granica między państwami jest zamknięta.
Po drodze...
Tak to wygląda dziś...

A tak kiedyś...
Po dotarciu do punktu obserwacyjnego Dora uczestniczyliśmy w odprawie przeprowadzonej przez południowokoreańskiego pogranicznika, który wyjaśnił znaczenie obiektów na makiecie, po czym na szczęście przemówił kilka słów po angielsku. Oczywiście makiety i sali konferencyjnej fotografować nie wolno.

Sala konferencyjna
Kolejnym punktem odwiedzin w Dora była możliwość podziwiania strefy północnokoreańskiej przez lunetę. Zdjęcia można wykonywać jednak tylko ze znacznej odległości, zatem wręczyłam aparat mężowi, który jednak dzięki znacznemu ponad azjatyckie warunki wzrostowi był w stanie wykonać kilka ciekawych ujęć.
Wejście na platformę widokową
Kilka lat temu oba kraje przeprowadziły wojnę "na maszty flagowe". Wygrała Korea Północna, zbudowała obecnie czwarty w świecie co do wysokości maszt - 160m, maszt Panmunjeom. Flaga może nie jest zbyt widoczna, jednak uwzględniając jej wagę: 270kg - siła wiatru musiałaby być naprawdę duża, aby tą płachtę rozruszać.
Po wizycie w punkcie obserwacyjnym Dora pojechaliśmy na lunch. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić do jedzenia w Korei - jedna porcja spokojnie spełniła zapotrzebowanie naszej trzyosobowej rodziny.
Kantyna
Okolice kntyny
 Po lunchu pojechaliśmy zwiedzać ekspozycję w Ratuszu Paju, gdzie była okazja aby uświadomić sobie jak ukształtowały się losy wielu krajów po konferencjach w Teheranie i Jałcie, a także zapoznać się ze zwyczajami lokalnej ludności oraz poznać florę i faunę zamieszkującą ten przedziwny rezerwat przyrody.


Radość po Konferencji w Teheranie...
A oto zanabyta  w sklepie strefy publikacja dotycząca DMZ:

Zakupiona w strefie publikacja...
Poganiani przez przewodników wsiedliśmy do autobusów, które zawiozły nas na parking przed Trzecim Tunelem. W latach 70-tych ubiegłego stulecia Koreańczycy z Południa odkryli trzy tunele wykopane od strony północnej, ostatni odkryto w 1990. Tunele agresji, przebiegające na głębokości kilkudziesięciu metrów pod pasem strefy zdemilitaryzowane były raczej niewielkie - wysokości oraz szerokości 2x2m, jednak szacuje się, że każdym z nich można by przerzucić do 30.000 lekko uzbrojonych północnokoreańskiech żołnierzy w ciągu godziny. Trzeci Tunel, udostępniony do zwiedzania ma długość 1635m i przebiega na głębokości 73m; jego nachylenie wynosi 0.003 stopnia, aby spowodować wypływ wody w kierunku północnym. Został zdekonspirowany przez północnokoreańskiego dezertera Kim Bu-Seong'a, 5 września 1974. Początkowo władze Pjongjangu twierdziły, że górnicy zagubili się drążąc tunel kopalni - jednak brak złóż węgla kamiennego oraz kierunek tunelu jednoznacznie wskazują na agresywne przeznaczenie tunelu. Prawdopodobnie istnieje ok. 20 takich tuneli, jak dotąd ujawniono tylko cztery.
Okolice trzeciego tunelu...

W tunelu obowiązuje zakaz wykonywania zdjęć, musiałam zdeponować sprzęt - jednak ochrona zbytnio nie przykłada się do pracy i mężowi udało się nakręcić z ukrycia film komórką.Na dzień dzisiejszy udostępnione do zwiedzania jest 235m tunelu, na końcu znajduje się blokada uniemożliwiająca atak żołnierzy z Północy. Odległość z tego miejsca to tylko 170m do linii demarkacyjnej.

Później udaliśmy się do ostatniego punktu wycieczki - Parku Pokoju.
 
Po jego zwiedzeniu przeszliśmy już na stację Dorasan, gdzie czekał na nas pociąg. Zaskakujące jest to, że na początku wycieczki byliśmy liczeni kilkanaście razy, to na jej końcu nikt się specjalnie już nie starał. Podobnie było z zakazem fotografowania - niby są miejsca gdzie fotografować nie wolno, w internecie można znaleźć wątki o tym jak żołnierze kasowali całą zawartość kart pamięci - nam kilkukrotnie zwracano uwagę, ale przy grzecznym zastosowaniu się do ich zaleceń, nie spotkały nas żadne przykre konsekwencje. Wiele wskazuje na to, że są to elementy budowy atmosfery tajemniczości oraz niebezpieczeństwa miejsca; jednak zarówno strona północna jak i południowa traktuje DMZ jako bardzo dochodową atrakcję turystyczną.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz