Rosenbergs, H-bomb, Sugar Ray, Panmunjom
Billy Joel, We Didn't Start The Fire, 1989
Utworzona w 1953 roku, po wojnie na Półwyspie Koreańskim, strefa zdemilitaryzowana dzieli półwysep na dwie, mniej więcej równe części. Z grubsza przebiega wzdłuż równoleżnika 38 szerokości geograficznej północnej, jednak jej linię w znacznym stopniu wyznacza przebieg rzek, czy szczytów górskich - z "korzyścią" dla Korei Południowej. Strefa zdemilitaryzowana ma ok. 250km długości oraz 4 km szerokości po każdej ze stron linii demarkacyjnej. Z racji swojej charakterystyki, zakazu wstępu - jest dzisiaj unikalnym, najczystszym w skali światowej rezerwatem przyrody. Paradoksalnie, nieco wbrew nazwie - o ile wewnątrz samej strefy żołnierze nie noszą broni palnej, to teren wokół DMZ jest najsilniej ufortyfikowanym i najmocniej zmilitaryzowanym obszarem na Ziemi, skupiona jest tam broń biologiczna, chemiczna oraz nuklearna. Znajduje się tam również największe na świecie pole minowe.
Planując wyjazd do strefy musieliśmy odrzucić wariant zwiedzania JSA (Joint Security Area - Wspólna Strefa Bezpieczeństwa), południowa część strefy jest kontrolowana przez wojska amerykańskie, a jednym z bezwzględnych warunków wstępu jest ukończenie 11 lat (Kubie jeszcze trochę brakuje). W JSA odbywają się negocjacje, rozmowy między stronami Północy oraz Południa, a na pobliskim moście "Bez powrotu" następuje wymiana więźniów.
Wybraliśmy zatem wariant dojazdu pociągiem ze stacji Seul, codziennie rano w kierunku stacji Dorasan wyjeżdża jeden pociąg, który wraca po południu. Jako, że nie na całej trasie linia jest zelektryfikowana - skład jest spalinowy, zawiera trzy wagony pasażerskie o nazwach "Pokój", "Harmonia" oraz "Miłość".
Tutaj absolutnie kojarzy się cytat Szyszkownika Kilkujadka z "Kingsajzu", nieco w odwróconej formie:"Ja wiem, polokoktowcy nas nie kochają. Ale my ich będziemy tak długo kochać, aż oni nas wreszcie pokochają."
![]() |
DMZ Train - Wagon "Pokój" |
![]() |
Wagon "Miłość" |
W trakcie rezerwacji system przydzielił nam miejsca w trzecim wagonie, malowanym w przyrdzewiałą parową lokomotywę, symbolizującą podział półwyspu, o nazwie "Peace". Podczas jazdy konduktor rozdawał formularze wjazdowe oraz udzielał wskazówek dotyczących prawidłowego ich wypełniania. W pociągu panowała dość dziwna, wręcz kuriozalna atmosfera. Nam przypomniały się czasy, kiedy to Władza Ludowa ograniczała przemieszczanie się i na każdej granicy poza okazaniem paszportu (przechowywanego przez komisariat Milicji) oraz książeczki walutowej należało odczekać i skruszeć po kilkanaście a czasem kilkadziesiąt godzin. Jedna z pasażerek pociągu płakała ze wzruszenia, tak jakby ktoś z rodziny znajdował się po drugiej stronie. Było też sporo dzieci i młodzieży, które wycieczkę traktowały jak sobotni piknik - strzelały sobie selfie i opowiadały dowcipy śmiejąc się przy nich do rozpuku. To wszystko w połączeniu z dekorowaniem - tak zewnętrznym jak i wewnętrznym pociągu budowało atmosferę groteski. Po około godzinie jazdy pociąg zatrzymał się na stacji Imjingang, gdzie padła komenda do opuszczenia składu.
![]() |
Stacja kontroli paszportowej |
![]() |
Wszystko pod nieprzerwanym okiem wojska |
Z wypełnionymi formularzami oraz paszportami ustawiliśmy się do kolejki. Żołnierze sprawdzali poprawność wypełnienia dokumentów i wręczyli identyfikatory z logo kolei koreańskich - Korail. Po kontroli i przeliczeniu pozwolono nam wykonać kilka zdjęć, po czym wsiedliśmy ponownie do pociągu. Przejechaliśmy most linii kolejowej Gyeongui, silnie ufortyfikowany oraz obleczony blaszkowym drutem kolczastym, w trakcie przejazdu tych kilku kilometrów zostaliśmy kilkukrotnie przeliczeni przez żołnierzy, którzy wsiedli w Imjingang. Dawniej istniały dwa mosty, jednak most wschodni (obsługujący transport kolejowy z południa) został zbombardowany i do dzisiaj pozostały tylko pylony.
![]() |
Pracujący w strefie rolnicy też się nam przyglądali |
![]() |
Ogrodzenie i motyle |
Stacja końcowa, Dorasan wygląda dość interesująco.
Przepiękna, nowoczesna. Stal i szkło. Cztery tory, dwa perony. I jeden, jedyny pociąg dziennie oraz to podkreślane na każdym kroku przygotowanie, że jeśli kiedykolwiek doszłoby do zjednoczenia, to nie jest ostatnia stacja z kierunku południowego, ale pierwsza stacja w kierunku północnym.
Dworzec Dorasan przypomina nieco lotnisko w Radomiu, mógłby znacznie więcej (są stanowiska odprawy paszportowej, celnej, skanowanie bagażu), ale póki sytuacja po ostatnich próbach rakietowych oraz z bronią jądrową jest tak napięta - zbyt wiele się nie zmieni.
![]() |
Wszystko przygotowane do ewentualnego otwarcia granicy... |
Jeszcze w ubiegłym roku w pobliskiej Strefie Przemysłowej Kaesŏng na rzecz Południa pracowali robotnicy z Północy, jednak po ostatnich próbach rakietowych - 10 lutego 2016r południowokoreański Minister Zjednoczenia ogłosił, że strefa zostanie zamknięta.
Przeliczeni po raz kolejny otrzymaliśmy identyfikatory w hangul, gdzie poza literami alfabetu koreańskiego widniały jedynie cyfry arabskie - pierwsza to numer naszego autobusu, druga to numer miejsca. Zasiedliśmy zatem w autobusie, gdzie byliśmy przeliczeni po kilka razy.
![]() |
Nowoczesny, czyściutki autobus |
W końcu autobus odjechał. W drodze do kolejnego punktu wycieczki mieliśmy możliwość podziwiania w pełni przygotowanego przejścia granicznego, które było nieczynne, z uwagi na sytuację polityczną - granica między państwami jest zamknięta.
![]() |
Po drodze... |
![]() |
Tak to wygląda dziś... |
![]() |
A tak kiedyś... |
Po dotarciu do punktu obserwacyjnego Dora uczestniczyliśmy w odprawie przeprowadzonej przez południowokoreańskiego pogranicznika, który wyjaśnił znaczenie obiektów na makiecie, po czym na szczęście przemówił kilka słów po angielsku. Oczywiście makiety i sali konferencyjnej fotografować nie wolno.
![]() |
Sala konferencyjna |
Kolejnym punktem odwiedzin w Dora była możliwość podziwiania strefy północnokoreańskiej przez lunetę. Zdjęcia można wykonywać jednak tylko ze znacznej odległości, zatem wręczyłam aparat mężowi, który jednak dzięki znacznemu ponad azjatyckie warunki wzrostowi był w stanie wykonać kilka ciekawych ujęć.
![]() |
Wejście na platformę widokową |
Po wizycie w punkcie obserwacyjnym Dora pojechaliśmy na lunch. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić do jedzenia w Korei - jedna porcja spokojnie spełniła zapotrzebowanie naszej trzyosobowej rodziny.
![]() |
Kantyna |
![]() |
Okolice kntyny |
![]() |
Radość po Konferencji w Teheranie... |
![]() |
Zakupiona w strefie publikacja... |
![]() |
Okolice trzeciego tunelu... |
W tunelu obowiązuje zakaz wykonywania zdjęć, musiałam zdeponować sprzęt - jednak ochrona zbytnio nie przykłada się do pracy i mężowi udało się nakręcić z ukrycia film komórką.Na dzień dzisiejszy udostępnione do zwiedzania jest 235m tunelu, na końcu znajduje się blokada uniemożliwiająca atak żołnierzy z Północy. Odległość z tego miejsca to tylko 170m do linii demarkacyjnej.
Później udaliśmy się do ostatniego punktu wycieczki - Parku Pokoju.
Po jego zwiedzeniu przeszliśmy już na stację Dorasan, gdzie czekał na nas pociąg. Zaskakujące jest to, że na początku wycieczki byliśmy liczeni kilkanaście razy, to na jej końcu nikt się specjalnie już nie starał. Podobnie było z zakazem fotografowania - niby są miejsca gdzie fotografować nie wolno, w internecie można znaleźć wątki o tym jak żołnierze kasowali całą zawartość kart pamięci - nam kilkukrotnie zwracano uwagę, ale przy grzecznym zastosowaniu się do ich zaleceń, nie spotkały nas żadne przykre konsekwencje. Wiele wskazuje na to, że są to elementy budowy atmosfery tajemniczości oraz niebezpieczeństwa miejsca; jednak zarówno strona północna jak i południowa traktuje DMZ jako bardzo dochodową atrakcję turystyczną.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz