Strony

niedziela, 28 sierpnia 2016

Baraki - Konstantynów, czyli uroki Sosnowca...

- A cóż się stanie z tymi chałupami, cośmy je widzieli przed chwilą? - zapytał Judym głosem pełnym jakiegoś jąkania się i zgrzytu (...)
- Ja muszę rozwalić te śmierdzące nory. Nie będę patrzał, jak żyją i umierają ci od cynku. Polne kwiaty
w doniczce, to tak... To dobrze... Ale czy można? Jestem odpowiedzialny przed moim duchem, który we mnie woła: „nie pozwalam!”. Jeżeli tego nie zrobię ja, lekarz, to któż to uczyni? Tego nikt… Stefan Żeromski. Ludzie Bezdomni.
I nikt tego nie zrobił.
Robotnicza dzielnica powstała po roku 1880, kiedy Vereinigste Koenigs und Laudahutte uruchomił Hutę "Katarzyna" i w tym samym czasie W. Fitzner & K. Gamper uruchomili Fabrykę Kotłów Parowych. 
Wzdłuż dzisiejszej ulicy Staszica, Robotniczej i Szewczyka wybudowano kamienice, które zamieszkiwała kadra wyższego szczebla, natomiast ubodzy robotnicy zamieszkali niską zabudowę Konstantynowa. Były to parterowe budyneczki (baraki), wybudowane po najmniejszej linii oporu, z byle czego, gdzie rodziny robotnicze mieszkały stłoczone na niewielkiej powierzchni, a przez środek wąziutkich uliczek przepływał rynsztok, wydający niemiłosierny odór.
Nic więc dziwnego, że Konstantynów jeszcze przed II Wojną Światową otrzymał nieoficjalną nazwę "Baraki".
Dzisiaj, dzielnica, jest już skanalizowana i oświetlona, na wąskich uliczkach parkują nie raz drogie samochody, jednak obraz nie wiele różni się od tego opisywanego przez Stefana Żeromskiego, dalej zauważyć można obraz maleńkich baraków, ślady po rynsztoku zachowały się, a rozbudowy, nadbudowy, oraz plątanina kabli elektrycznych, telefonicznych i innych, tworzą tak samo chaotyczny wizerunek całości jak kiedyś.
Sosnowieckie robotnicze kamienice są inspiracją artystyczną dla naszego lokalnego wspanialego artysty plastyka - profesora Jacka Rykały z Będzina.
źródło: www.jacekrykała.com
Obraz z 1995r. Światłą Środuli. - kamienie.

sobota, 27 sierpnia 2016

155 lat osiedla Borki...

Taki napis widnieje, na jednej z fasad osiedla Borki.
Jeszcze niespełna rok temu był tu huczny festyn zorganizowany przez inicjatywę lokalną "Biesiadowanie na Borkach", mieszkało tam wtedy jeszcze kilkanaście rodzin, dzisiaj... mieszka tu kilkanaście osób.
Wielka wyprowadzka trwa od lat, bowiem dawniej żyły tu całe wielopokoleniowe rodziny, kilkaset osób. Była szkoła robotnicza, były sklepy, warzywniak, nawet piekarnia była, dziś wszystko pozamykane, polikwidowane, jedynie autobus jak dojeżdżał tak dojeżdża, tutaj bowiem jest ogromna pętla linii nr 70.
Właściciel osiedla  podjął decyzję, wysiedlenia wszystkich, ze względu na "zły stan techniczny budynków i niskie walory funkcjonalne". 
Ale powstał problem, osada wpisana jest do gminnego rejestru zabytków jako osiedle patronackie huty żelaza, wybudowane w latach 1860 - 1870 i... budynków wyburzyć nie można, można je zrewitalizować, ale to się właścicielowi się nie opłaca, bowiem jak twierdzi "efekt remontów były niewspółmierny do przeznaczonych na niego pieniędzy".
Teren jest atrakcyjny, blisko do głównego szlaku komunikacyjnego, do stawów Borki, Stawików, Morawa, zespołu sportowo-rekreacyjnego. Tuż obok powstaje nowoczesne deweloperskie osiedle. 
Jak pięknie wyglądałoby odnowione osiedle, stylowe, robotnicze z okwieconymi zieleńcami
i ogródkami przydomowymi, jakie spotkać można w robotniczych miastach i miasteczkach naszego kraju.
Dla osady obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, zatwierdzony całkiem nie dawno:
 
a teren oznaczony jest bardzo dobrym symbolem planu:
więc byłaby to gratka dla ewentualnego dewelopera i prawdopodobnie nie mały przypływ gotówki dla właściciela, za sprzedaż działek:
 
No cóż, dzisiaj jest to osada widmo, hula po niej wiatr, tylko gdzieniegdzie dostrzec można firanki w oknach, wiszące pranie, doniczki z kwiatami i dzieci bawiące się przed domem, ale chyba szczęśliwe dzieci.
Sklepów też nie ma...