Wywiad z polskim ministrem handlu:
- Jak układa się współpraca handlowa Polski z ZSRR?
- Doskonale. My dajemy im mięso, a oni w zamian biorą od nas zboże.
Po śniadaniu wymeldowaliśmy się z Hotelu Elysium Gallery,
wrócimy do niego jeszcze na ostatnią noc w Erywaniu. W sobotę rano ruch w mieście jest niewielki, postanowiliśmy zatem odwiedzić miejsca, na które prawdopodobnie zabrakłoby nam czasu ostatniego dnia. Pierwszym była ulica Kond,
gdzie nawet zapuszczając się za dnia można mieć spore obawy o swoje bezpieczeństwo.
Pobliski "szkieletor" jest w trakcie budowy, przyznam szczerze, że nigdzie nie widziałam, by wnętrze były wykańczane płytami OSB, zanim postawione zostały ściany zewnętrzne.
Kolejnym mrocznym miejscem był tajemniczy tunel, pod dzielnicą Kond zbudowany za czasów socjalizmu.
Pierwotnym jego zadaniem było umożliwienie szybkiego połączenia ulicy Mashots z parkiem rozrywki dla dzieci. Wybudowano dwa tunele, obecnie jeden jest zamknięty, drugi udostępniony pieszym, chociaż wewnątrz mijał nas dostawca pizzy na skuterze. Przygotowana mapa pokazała, że gdzieś tam w dole, po drugiej stronie ronda, znajduje się Детский вокзал, stacja kolei wąskotorowej. Przespacerowaliśmy się wilgotnym, pustym parkiem, po kilkudziesięciu schodach, i wciąż niżej po kolejnych kilkudziesięciu znaleźliśmy się przy opuszczonym dworcu.
Po chwili, podczas przygotowań do selfie ze statywu pojawił się starszy opiekun tego miejsca, tak szybko jak się pojawił - tak zniknął po pozdrowieniu "Zdrawstwujtie!" Kolejka wąskotorowa wygląda na używaną w sezonie - obecnie lokomotywy i wagony odpoczywają, a wokół żywej duszy.
Po pokonaniu wszystkich tych schodów w górę postanowiliśmy wrócić do planu i skierować się do Khor Virap. Chociaż nawigacja optymistycznie pokazała mniej niż godzinę, to poznaliśmy przy okazji jakość armeńskich autostrad. Obowiązuje na nich ograniczenie do 100km, ale nie to jest głównym ograniczeniem - każdy z wiaduktów ulokowanych co kilka kilometrów jest obecnie (od dłuższego czasu i zapewne przez jeszcze długi czas) w remoncie, obowiązują ograniczenia do 20km/h i dość osobliwe objazdy łącznicami. Gdy dojechaliśmy do klasztoru ze smutkiem stwierdziliśmy, że ze słynnych zdjęć pokazujących świątynię na tle góry Ararat - dzisiaj nici.
![]() |
W tle powinien być Ararat... |
Niska podstawa chmur i widok jedynie na kilkaset metrów skutecznie zasłoni widok świętej góry Wszystkich Ormian. Klasztor powstał w miejscu, gdzie król Tiridates III więził Grzegorza Oświeciciela, przez 15 lat poddając go torturom. Grzegorz Oświeciciel, jednak, dokonał cudu uzdrowienia Tiridatesa, po tym gdy król dostał obłędu po zamordowaniu św. Rypsymy. Spowodowało to przyjęcie przez Armenię chrześcijaństwa jako religii państwowej już w 301 r n.e, oraz mianowanie Grzegorza Oświeciciela patriarchą Armenii rok później.
Nazwa Khor Virap oznacza głęboki loch i do takich dwóch podziemnych kaplic jest możliwość wejścia podczas zwiedzania kompleksu klasztornego - do większej należy zejść kilkanaście metrów po drabinie, do drugiej - mniejszej należy prześlizgnąć się przez otwór w podłodze.
Zwiedziliśmy również główną świątynię, gdzie uczestniczyliśmy w nabożeństwie chrztu.
Spacer w poszukiwaniu kilku ciekawych ujęć oraz w nadziei zobaczenia świętej góry zakończyliśmy na tarasie widokowym gdzie spotkaliśmy parę z niemowlęciem z Polski. Chmury wygrały - nie zobaczyliśmy Araratu.
Ponieważ spacery po monastyrze spowodowały spalenie wielu kalorii postanowiliśmy po drodze zatrzymać się w miejscowości Yeraskh, gdzie zrobiliśmy zakupy oraz zjedliśmy ormiański fastfood: pierogi z kapustą, mięsem, kiełbasą oraz kanapkę na ciepło z szaszłykiem. Co dziwne, gdy trudziliśmy się z zamówieniem, bo my wspólnie, ale i pani sprzedająca zbyt biegle w rosyjskim się nie poruszaliśmy w knajpce byliśmy sami, to za chwilę lokal był pełny od pracowników pobliskich firm. Porcja na 3 osoby z napojami wyniosła nas mniej niż 20zł.
Posileni ruszyliśmy w dalszą drogę, naszym następnym punktem była miejscowość Kərki, w zasadzie eksklawa Nachiczewanu, ale po wojnie o Górski Karabach - znajdująca się w całości pod kontrolą Armenii.
Niewiele zobaczyliśmy, bowiem mgła spowiła całą okolicę.
Tutaj po raz kolejny Łada Nica nas nie zawiodła, po przełączeniu reduktora oraz zablokowaniu dyferencjału wiejskie błoto przecinała jak nóż - masło.
Mieliśmy nadzieję, że chociaż na chwilę mgły i chmury opadną podczas zwiedzania kolejnego punktu wycieczki - klasztoru Noravank.
![]() |
Niva jak Porsche - stacyjka po lewej stronie kierownicy. |
Modły zostały wysłuchane, zameldowaliśmy się tam w "złotej godzinie", słońce miało się już ku zachodowi, ale ładnie oświetlało budowle.
Klasztor pochodzi z XIIIw obecnie składa się z dwóch świątyni - kościoła Świętej Dziewicy Matki Bożej oraz św. Jana Chrzciciela.

Pierwszy z nich jest trzyczęściowy, w dół wchodzi się do kaplicy, na piętrze - po wejściu po interesujących schodach do kaplicy wyżej, natomiast nad całością góruje efektowna dzwonnica. W kościele św. Jana Chrzciciela, podczas naszej wizyty trwał ormiański ślub,
dlatego też nie zwiedziliśmy go tak dokładnie. Wokół można znaleźć ekspozycję wielu chaczkarów.
W drodze do Goris mieliśmy jeszcze jeden punkt obowiązkowy tego dnia - "Śpiewające kamienie", Zorats Karer znane także jako Karahunj - Stonehenge w Armenii.
![]() |
Przełęcz Vorotan - 2344 m n.p.m |
Kamienie pochodzą prawdopodobnie z Ery Żelaza albo Środkowej Ery Brązu - również ich przeznaczenie nie jest znane, możliwe że jest to nekropolia, obserwatorium lub miejsce kultu. Gdy zbliży się ucho do otworu można usłyszeć śpiew - wiatr przechodzący przez otwory generuje charakterystyczny świst w którym można doszukać się melodii. Zapadał zmrok, a do tego nadchodziła mistyczna mgła - miejsce udało nam się sfotografować w ostatniej chwili - z trudem dotarliśmy do samochodu, a później było jeszcze gorzej. Czekało nas prawie 40km w drodze do Goris, w mgle, która ograniczała widoczność do kilkunastu metrów, w której z trudem udało się wypatrzeć pasy na jezdni. Jechaliśmy z prędkością 20-30km i po ponad godzinie dotarliśmy do spowitego mgłą hotelu Yeghevnut, w którym spędziliśmy kolejną noc.