Pociągi do Faro z pobliskiego dworca Entrecampos odjeżdżają tylko rano i wieczorem. Wybraliśmy wariant wieczorny i dzięki temu zyskaliśmy dodatkowy, nieplanowany dzień w Lizbonie. Wymeldowaliśmy się z hotelu, zostawiliśmy bagaże w przechowalni i autobusem 727 pojechaliśmy do Belem. Tam wysiedliśmy przy Klasztorze Hieronimitów. Kolejka już wiła, tłumu nie odstraszała opłata w wysokości 10Eur/os (dziecko za darmo).
Klasztor został wybudowany przez króla Manuela I jako wotum dziękczynne za pomyślną wyprawę Vasco da Gama do Indii. Król nie doczekał końca budowy, która jak na tamte czasy była dość szybka - ukończono ją w pięćdziesiąt lat. Manuel I spoczywa wraz z żoną w krypcie klasztoru, natomiast w kościele znajduje się nagrobek Vasco da Gamy oraz pisarza,
wychwalającego odwagę tego największego portugalskiego podróżnika - Luisa de Camoesa. Klasztor zbudowany jest w stylu manuelińskim, będącym połączeniem gotyku z renesansem.
Jako, że przez dwa poprzednie dni było zamknięte (Nowy Rok, oraz poniedziałek), to zwiedzający nadrabiali ten czas, wewnątrz ludzi było zatrzęsienie i między krużgankami trudno było wykonać jakieś zdjęcie. Poza pięknymi, dwupoziomowymi krużgankami podziwiać można również ekspozycje malarskie oraz związane z historią Portugalii i samego klasztoru. A z męskiej toalety
jest bodaj najpiękniejszy widok z toalety w całej Portugalii.
Po zwiedzeniu klasztoru, udaliśmy się do przylegającego kościoła św. Marii, który mogliśmy już podziwiać z poziomu chóru. Tutaj jeszcze większe tłumy, ale na chwilę udało się zatrzymać przy nagrobku wielkiego syna Portugalii - Vasco da Gamy, jednak jego szczątki znajdują się gdzie indziej. Chociaż jego działalność można ocenić jako kontrowersyjną, podbijał porty, przejmował statki - był portugalskim korsarzem, to przede wszystkim nie można mu odmówić największego sukcesu - opłynięcia Afryki i wyznaczenia morskiej drogi z Europy do Indii. Dzięki niemu Portugalia objęła panowanie na Oceanie Indyjskim oraz znaczną częścią Afryki na ponad 100 lat.
Po zwiedzaniu przyszła pora na odpoczynek w Jardim Praca do Imperio, gdzie po wyjęciu drugiego śniadania zleciały się gołębie, mewy i albatrosy. Też się najadły z nami.
Dalsze kroki skierowaliśmy pod Padrão dos Descobrimentos, Pomnik Odkrywców. Pomnik, pierwotnie zbudowany w 1940 z okazji wystawy światowej, w obecnej formie został odbudowany w 1960 dla uczczenia 500 rocznicy śmierci Henryka Żeglarza. Choć sam nie pływał na żaglowcach, a przydomek otrzymał kilkaset lat po śmierci, to jego nieocenione zasługi w organizacji wypraw i podbojów kolonialnych po dziś dzień nie są zapomniane. Sam Dom Henrique uwieczniony jest jako największa z figur stanowiących podstawę pomnika w kształcie okrętu wychodzącego w morze (a właściwie w rzekę Tag).
Po krótkim spacerze deptakiem dotarliśmy pod Więżę Belem. Pierwotnie wybudowana w latach 1515-1520 została przeniesiona w wyniku trzęsienia ziemi w 1755 ze środka rzeki w obecne miejsce. Uznawana jest za jedyną budowlę wybudowaną wyłącznie w stylu manuelińskim. Wieża była punktem orientacyjnym dla żeglarzy wracających z dalekich wypraw, pełniła również rolę strażnicy a także więzienia, w którym w 1833r był przetrzymywany Józef Bem.
Na szczęście nie kupiliśmy biletów - kolejka chętnych do zwiedzała sięgała połowy pomostu łączącego wieżę z lądem.
Spod wieży pojechaliśmy jeszcze na chwilę pod pomnik Sebastião José de Carvalho e Melo, znajdującego się pośrodku placu Marques do Pombal. Dalej zajrzeliśmy do Parku Edwarda VII, gdzie na straganach świątecznych dokonaliśmy małych zakupów tekstylnych.
Czas do odjazdu wieczornego pociągu do Faro zbliżał się nieubłaganie, zatem podjechaliśmy autobusem do hotelu, zabraliśmy z przechowalni bagaże i podeszliśmy kilka kroków na stację Entrecampos, gdzie za 50Eur dla naszej trójki kupiliśmy bilety na pociąg InterCity. O 21:00 wysiedliśmy na pustym i cichym dworcu, skąd już tylko kilka kroków dzieliło nas od Sol Algarve, hotelu zaplanowanym na dwa dni w najdalej wysuniętym na południe mieście Portugalii, uznawanym za stolicę regionu Algarve.