Strony

sobota, 27 sierpnia 2016

155 lat osiedla Borki...

Taki napis widnieje, na jednej z fasad osiedla Borki.
Jeszcze niespełna rok temu był tu huczny festyn zorganizowany przez inicjatywę lokalną "Biesiadowanie na Borkach", mieszkało tam wtedy jeszcze kilkanaście rodzin, dzisiaj... mieszka tu kilkanaście osób.
Wielka wyprowadzka trwa od lat, bowiem dawniej żyły tu całe wielopokoleniowe rodziny, kilkaset osób. Była szkoła robotnicza, były sklepy, warzywniak, nawet piekarnia była, dziś wszystko pozamykane, polikwidowane, jedynie autobus jak dojeżdżał tak dojeżdża, tutaj bowiem jest ogromna pętla linii nr 70.
Właściciel osiedla  podjął decyzję, wysiedlenia wszystkich, ze względu na "zły stan techniczny budynków i niskie walory funkcjonalne". 
Ale powstał problem, osada wpisana jest do gminnego rejestru zabytków jako osiedle patronackie huty żelaza, wybudowane w latach 1860 - 1870 i... budynków wyburzyć nie można, można je zrewitalizować, ale to się właścicielowi się nie opłaca, bowiem jak twierdzi "efekt remontów były niewspółmierny do przeznaczonych na niego pieniędzy".
Teren jest atrakcyjny, blisko do głównego szlaku komunikacyjnego, do stawów Borki, Stawików, Morawa, zespołu sportowo-rekreacyjnego. Tuż obok powstaje nowoczesne deweloperskie osiedle. 
Jak pięknie wyglądałoby odnowione osiedle, stylowe, robotnicze z okwieconymi zieleńcami
i ogródkami przydomowymi, jakie spotkać można w robotniczych miastach i miasteczkach naszego kraju.
Dla osady obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, zatwierdzony całkiem nie dawno:
 
a teren oznaczony jest bardzo dobrym symbolem planu:
więc byłaby to gratka dla ewentualnego dewelopera i prawdopodobnie nie mały przypływ gotówki dla właściciela, za sprzedaż działek:
 
No cóż, dzisiaj jest to osada widmo, hula po niej wiatr, tylko gdzieniegdzie dostrzec można firanki w oknach, wiszące pranie, doniczki z kwiatami i dzieci bawiące się przed domem, ale chyba szczęśliwe dzieci.
Sklepów też nie ma...

piątek, 26 sierpnia 2016

Opowieść o pewnej przystani...

Na całych jeziorach ty,
o wszystkich dnia porach ty.

A rozum kto traci ? Ja.
Zielono od marzeń mych.
       Agnieszka Osiecka
Lato i wakacje nieuchronnie zbliżają się ku końcowi; korzystając jednak z ostatnich promieni słońca, złożyliśmy kilkudniową wizytę naszemu przyjacielowi, na jego przystani.
Bardzo lubię tam bywać, spokój i cisza o każdej porze dnia, a także znakomite warunki do fotografowania, są wprost nie do opisania. Teraz wiem i rozumiem mistrzów fotografii, poetów, pisarzy i malarzy, że oprócz gór i morza, umiłowali sobie jeziora. 
Można tam znaleźć wszystko: poranne mgły, pośród których, majestatycznie wynurzają się maszty łodzi,
 na brzegu dostrzec można wpatrujących się w mleczną toń wędkarzy,
nie mówiąc o widoku zroszonych pajęczyn połyskujących jasno, w blasku wschodzącego słońca. 
Południowe, potężne słońce rozlewające się na całej przystani, generuje ostre krawędzie cieni, które próbowaliśmy z Kubą kreatywnie wykorzystać, stosując techniki łomografii, pinhole, multiekspozycję i inne. Uwielbiam duch łomo i jego charakterystyczną estetykę obrazu.
Wieczorny wiatr, natomiast Kuba skrzętnie wykorzystywał aby odrobinę pożeglować, a ja w tym czasie starałam się poddać urokom złotej godziny...
A także blask księżyca, który wtedy był prawie w pełni,
przy świetle którego, słuchaliśmy morskich i śródlądowych opowieści naszego przyjaciela żeglarza, który zresztą zaszczepił w Kubie bakcyla żeglarstwa i dzięki niemu Kuba zdobył pierwszy w życiu dyplom, z nienajgorszą lokatą, na ogólnopolskich regatach żeglarskich, na początku wakacji.