Strony

środa, 25 maja 2016

Ogólnopolski Konkurs - Kwiat Dziełem Doskonałym...

Gdzieś na początku 2016 roku, w trakcie długich zimowych i przedwiosennych wieczorów Kuba stworzył serię prac kwiatowych, które szkoła porozsyłała na różne konkursy plastyczne w Polsce.

Między innymi do Polkowic, na Pierwszy Ogólnopolski Konkurs Plastyczny - "Kwiat Dziełem Doskonałym". 
Jeszcze, co prawda nie było uroczystości wręczenia nagród, ale wyniku z obrad Jury już są.
Jury oceniło 1742 prace, brało pod uwagę następujące kryteria: - zgodność z tematem - interpretację własną tematu - walory artystyczne - kompozycję - warsztat pracy – swobodę posługiwania się wybranymi technikami

Kuba zajął I miejsce w kategorii dzieci klas I - III Szkół Podstawowych. Gratulujemy!

Oto link do oficjalnego protokołu z obrad Jury.

A tutaj skany dyptyku makowego, jeden z nich wygrał w Polkowicach!
Prace wykonane na tablicach malarskich ecoliną, tuszem i płynem maskującym.



Jak przyjdą do szkoły dyplomy i nagrody, post ten ulegnie modyfikacji.
I obiecujemy, że kolejne prace na pewno powstaną.

wtorek, 24 maja 2016

Korea Południowa (Podsumowanie - podsumowania) - czy było warto?

"Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem"
 Cesare Pavese

Zdecydowanie było warto.
Mimo bardzo krótkiego pobytu, wyprawa pozwoliła nie tylko potwierdzić naszą wiedzę o absolutnie innej kulturze życia, ale też bardzo wielokrotnie nas zaskoczyła. Dotarliśmy bowiem do miejsc, do których nie doprowadziłoby nas żadne biuro podróży. W niektórych miejscach byliśmy jedynymi Europejczykami, pozwoliło to w przenośni i dosłownie poczuć klimat Dalekiego Wschodu.

Wyjeżdżając miałam całkiem inny obraz mieszkańców Korei, jaki zobaczyłam tam na miejscu.
Miałam obraz ludzi cichych, spokojnych i niebywale grzecznych, a ujrzałam ludzi głośnych, pewnych siebie i rozpychających się łokciami, przy tym pochłaniających ogromne ilości jedzenia.

Przed wyjazdem przejrzałam niezliczoną ilość zdjęć, planowanych do zwiedzania punktów wycieczki, jednak dopiero osobisty kontakt z tymi obiektami pozwolił nam bez zbędnego retuszu, poznać je naprawdę.
I tak na przykład, biorąc pod uwagę wszechobecny w Seulu smog, na przeglądanych w internecie zdjęciach, pałace królewskie Gyeongbokgung i Changdeokgung, wydawały się mniej kolorowe i jakby płaskie a okazały się w rzeczywistości tak piękne, że zapierały dech w piersiach.

Dopiero wizyta na wzgórzu Namsan pozwoliła nam wyobrazić sobie, jak ogromne, naszpikowane wysokimi drapaczami chmur, można powiedzieć bezkresne jest miasto Seul.
W trakcie krótkiej (za krótkiej) wizyty, przypatrywaliśmy się  wielotysięcznej kolorowej paradzie odbywającej się zawsze w ostatni weekend poprzedzający Dzień Urodzin Buddy. Przed naszymi oczami  przedefilowały dziesiątki tysięcy osób, każda z wykonanym samodzielnie, zapalonym lampionem. W tle dobiegała ludowa muzyka. Procesja wyruszyła spod stadionu Dongdaemun, przeszła główną ulicą Jongno (przy której my staliśmy), by zakończyć się w świątyni Jogyesa - największej seulskiej świątyni zakonu Jogye, jednej z najprężniej działających szkół buddyjskich w Korei. 
Zwykle zatłoczone tysiącami aut wielopasmowe ulice na parę godzin zamieniły się w morze światła i muzyki. W ten jeden wyjątkowy wieczór tętniące życiem nowoczesne miasto zatrzymało się w biegu. Przed dziesiątkami tysięcy widzów pojawiały się kolejno ogromne, podświetlone figury postaci związanych z buddyzmem.
Widzieliśmy też wiernych przed posągiem młodego Buddy. Kolejno nabierali oni wody do miseczek i polewali figurkę obficie od głowy do stóp - rytuał symbolizujący oczyszczenie z grzechów. 
 
Kuba miał możliwość stworzenia własnego lotosowego lampionu, wykonanego tradycyjną techniką zwijania płatków cieniutkiej bibuły. Lampion ten przeżył długą podróż do domu i został umieszczony w centralnym punkcie, ozdabiając pokój dzienny.

Mogliśmy skosztować koreańskiej kuchni, która w Polsce jest mało znana, bardziej popularna jest jednak u nas kuchnia japońska i sushi,  czy też kuchnia wietnamska i sajgonki.
Smaku kimchi, mieszanki różnych kiszonych i fermentowanych warzyw nie zapomnę do końca życia. Mimo, że jestem fanką polskich ogórków małosolnych i zawsze nie mogę doczekać się sezonu ogórkowego, to jednak kimchi, nie do końca przypadło mi do gustu. Tak samo wygląd dań mięsnych bulgogi i galbi, (mimo, że bulgogi znajduje się na 23 miejscu z 50 najsmaczniejszych dań świata), trochę źle mi się kojarzy. Być może, na moje odczucia estetyczne, ma wpływ utrzymywana przeze mnie dieta a może raczej prowadzony styl życia. Jedyną potrawą, którą mogłabym przenieść do swojej kuchni i diety byłby bibimbap, czyli brązowy ryż (lub komosa), otoczony przez równo pokrojone warzywa, mięso (ja wolę wersję vege) i ostrą pastę (coś w rodzaju hummusu) - wszystko podzielone na grupy i całość podana z surowym jajkiem na górze i sezamem.
Bibimbap
Tak samo zielona herbata z dziwnym posmakiem (popcornu), trochę nie koreluje z moim pojęciem o zielonej herbacie, którą nawet często piję w domu.
7% ryżowe Makgeolli, doskonale neutralizowało pikantność tradycyjnych potraw koreańskich i wchodziło nawet dobrze, rodzime piwa natomiast: Hite i Cass, nie odbiegały smakiem od piw europejskich.
Napojów wysokoprocentowych, typu Soju, Baekseju (z żeń-szeniem), białego wina ryżowego Dongdongju, nie próbowałam.

"Podróże to jedyna rzecz, na którą wydajemy pieniądze a stajemy się bogatsi".
Anonim.
Tak więc, trochę statystyk i liczb:
Przebyliśmy łącznie ponad 23.000 km, korzystając z trzech linii lotniczych, linii kolejowej KORAIL KTX i KORAIL DMZ TRAIN, kolejek podmiejskich, metra oraz podróżowaliśmy wypożyczonym autem.


Wszystkie nasze koszty związane z wyjazdem to łącznie 8930 PLN - 2977 PLN, na osobę:
  • bilety lotnicze, liniami Qatar Airways (QR), na trasie WAW-DOH, DOH-ICN, ICN-DOH, DOH-WAW - 5445 PLN (3 osoby),
  • bilety lotnicze linią EASTAR JET (ZE), na trasie GMP-CJU - 233 PLN (3 osoby),
  • bilety lotnicze linią BUSANAIR (BX), na trasie CJU-PUS - 307 PLN (3 osoby),
  • pociąg KORAIL KTX, na trasie Busan-Seul - 500 PLN (3 osoby),
  • pociąg wycieczkowy KORAIL DMZ TRAIN, do strefy zdemilitaryzowanej - 160 PLN
    (3 osoby),
  • Wypożyczenie auta na wyspie Jeju, z firmy AJ - KIA Morning - 500 PLN (3 doby) - jedna doba przepadła,
    - przejechaliśmy samochodem łącznie tyle, że trzeba było oddać pełen bak paliwa.
  • Hotel na wyspie Jeju CO'OP City Hotel - 713 PLN (3 doby, ze śniadaniem) - jedna noc przepadła,
  • Hotel w Seulu N-FourSeason Hotel - 880 PLN (3 doby, ze śniadaniem),
  • Ubezpieczenie podróżny AXA - 126 PLN (3 osoby),
  • Parking w Warszawie START EKO - 66 PLN (8 dób).
Na wyspie Jeju, płaciliśmy za wstępy we wszystkich muzeach, natomiast będąc w Seulu, ze względu na koreański dzień dziecka, związany z urodzinami Buddy, za żaden wstęp, nigdzie nie płaciliśmy, za wyjątkiem wjazdu na wzgórze Namsan, kolejką linową, w ostatnim dniu. Na wstępy oraz bieżące skarmianie wydaliśmy więc łącznie około 2000 PLN, tak wyszło przy ostatecznym rozliczeniu.

Czy to dużo?
Dla porównania, przeciętna objazdówka po Korei Południowej, w zależności od długości pobytu waha się w granicach 8000 ÷ 10000 PLN za osobę.
Czyli wychodzi za osobę tyle, co my zapłaciliśmy za wszystkich.
W mojej ocenie, licząc w ten sposób to jednak nie jest dużo i na pewno jest warto, zwłaszcza, że mogliśmy się wtopić w koreański tłum i z ciekawością podglądać ich życie.  
Zawsze uważałam i uważam, że wspólne, rodzinne podróżowanie, poddaje nas próbie, odpowiedzialności, wzajemnego zaufania, odwagi i kreatywności. Tego nie jest nam w stanie zapewnić nawet najznakomitsze biuro podróży.
Czy z perspektywy czasu, zmienilibyśmy coś w podróży? Wiemy, już na pewno, nie powinniśmy planować, innych przelotów, dolotów, połączeń, z tak małym marginesem czasu (trzy godziny) jaki mieliśmy od wylądowania na lotnisku Incheon do startu z lotniska Gimpo. Niepotrzebnie naraziliśmy siebie na przeogromny stres (muszę przyznać, że nigdy tak szybko nie biegłam, obładowana walizkami i sprzętem).
Na koniec, film instruktażowy, wyświetlany przez linie lotnicze Qatar Airways, wykonany z dużą dawką humoru, który znakomicie zastępuje pracę stewardów i stewardes, przed startem samolotu.

niedziela, 22 maja 2016

Korea Południowa (podsumowanie 2) - Seul - życie codzienne...

To, że Seul jest inny kulturowo, wiedzieliśmy przed wyjazdem i wydawało nam się to zupełnie oczywiste, a mimo to spotkanie z rzeczywistością wywołało u nas ogromny szok. 
Dopiero na miejscu zaczęliśmy rozumieć, jak fundamentalnie jest to inna kultura.

Szacunek jest jedną z kategorii, które najsilniej ukształtowały koreańskie społeczeństwo i nadal obecny jest w wielu aspektach życia. Dawniej Koreańczycy musieli być posłuszni wobec swojego władcy, dzisiaj dzieci darzą szacunkiem rodziców. Panuje w Korei przekonanie, że jeśli ktoś jest starszy (wiekiem/doświadczeniem/pozycją), to automatycznie jest mądrzejszy i ważniejszy.
Mnie zdarzyło się wielokrotnie, że ustąpiono mi miejsce w metrze, co w warunkach polskich byłoby nie do pomyślenia.
Osoby biegle władające starokoreąnskim traktowane z szacunkiem ze względu na doświadczenie, które posiadają
Widziałam również, jak młodzi ludzie pomagali starszym osobom wnosić zakupy po schodach metra, pomagali przejść przez przejście, dla pieszych itp. i robili to zupełnie odruchowo.

Choć większość Koreańczyków jest bardzo szczupłych odnosiłam wrażenie, że niektórzy "żyją po to aby jeść", jedzą na każdym kroku, na szybko (street-food) i to bardzo dużo. A mimo tego uważają swoją kuchnię za najzdrowszą na świecie. W restauracji natomaist zamawiają ogromne porcje, którymi mogą dzielić się wszyscy. Wtedy to stół zastawiany jest masą jedzenia i taką samą ilością miseczek. Porcją dla jednej osoby, będąc w restauracji obdzieliliśmy się wszyscy.
Kultura jedzenia także nieco różni się od zachodniej. Siorbanie, mlaskanie, mówienie z pełną buzią oraz charkanie jest absolutnie dozwolona i świadczy z zadowolenia ze smaku spożywanej potrawy. Podobnie jest z paleniem przy stole w trakcie spożywania posiłków. Natomiast należy pamiętać by nie krzyżować pałeczek, nie pozostawiać ich wbitych w potrawę ani nie odkładać łyżki wypukłością do góry. Po skończonym posiłku odkłada się złożone pałeczki na stole. Nigdy na miseczce do ryżu.
Nie ma jedzenia bez picia, którego pije się też bardzo dużo. Nalewając alkohol (najczęściej makgeolli lub soju) robi się to oburącz. Jeśli ktoś napełnia nam szklankę, należy ją unieść (oburącz rzecz jasna).
Pijąc ze starszą osobą z kieliszków powinno się odwrócić do niej bokiem. Kobiety spożywając mocne trunki przeważnie zasłaniają drugą dłonią usta (takie urocze udawanie, że robią coś złego). 
Co też jest ciekawe, skład menu na śniadanie, obiad i kolację jest bardzo podobny. Bardzo nam brakowało na śniadaniu pieczywa, jakiejkolwiek wędliny czy po prostu sera.  Od rana Koreańczycy spożywają, kiszone lub fermentowane kimchi, pikantne zupy, grilowane tofu, bulgogi z wołowiny, wodorosty, popijając wszystko zieloną herbatą Genmeicha, z dodatkiem prażonego ryżu i kukurydzy o posmaku... ryby.
Po takim śniadaniu, będąc na przykład w metrze, podkreślają swoje najedzenie i dobrą pracę jelit, upuszczaniem wiatrów.
W pierwszym dniu podróżowania środkami transportu  publicznego, było to dla nas bardzo niekomfortowe.

Pomiędzy starszymi Koreańczykami a współczesną młodzieżą istnieje ogromna przepaść. Powojenna reforma szkolnictwa, postawiła nacisk na naukę. Na szkolnictwo i naukę państwo przeznacza 17 proc. budżetu - reszta świata trzy razy mniej (Polska niecałe 5 proc)
Obecny system szkolnictwa oparty jest na schemacie 6-3-3-4, na który składają się: 6 lat obowiązkowej nauki w szkole podstawowej dla dzieci w wieku od 6 do 11 lat, 3 lata nauki w gimnazjum dla dzieci w wieku 12 do 14 lat, oraz 3 lata nauki w szkołach średnich dla młodzieży w wieku od 15 d 17 lat. Ponadto młodzież może kontynuować naukę na uniwersytetach przez kolejne 4 lata albo w cztero-, trzy- lub dwuletnich kolegiach.
Koreański rok szkolny zaczyna się w marcu. Wakacje zimowe trwają około 3 miesięcy, a letnie 1,5.
Dzieci od maleńkiego mają pełno zajęć pozalekcyjnych, bowiem "wyścig szczurów" zaczyna się już na etapie przedszkola (które zaczyna się od drugiego roku życia), kiedy to matki z niezwykłą wnikliwością porównują oferty przedszkoli (czy oferują wystarczająco dużo zajęć pozalekcyjnych, wliczane są zajęcia z języków obcych etc.)
Dzieci idą do szkoły na 9, wracają o 15, wcześniej odwiedzając restauracje typu MC'Donalds (dlatego młode Koreanki i Koreańczycy, już do najszczuplejszych nie należą). 
Jednakże, w rzeczywistości, w zależności od tego na ile i na jakie zajęcia dodatkowe stać rodziców, uczniowie wracają do domów o bardzo późnych porach (w skrajnych przypadkach około północy). 
Jednak podkreślić należy, że kompleksy szkół są bardzo nowoczesne i rozbudowane, nierzadko posiadają bardzo bogatą infrastrukturę sportową i rekreacyjną. Polscy uczniowie mogą im tyko pozazdrościć.
Często uczniowie decydują się na naukę w szkolnej bibliotece, lub bibliotekach publicznych (studiując starokoreański), gdzie również przesiadują do późnych godzin nocnych.
Program nauczania w szkołach podstawowych jest podobny jak w Polsce i jest podzielony jest na 9 przedmiotów: etyka, język koreański, język angielski, nauka o społeczeństwie, matematyka, nauki przyrodnicze (biologia, chemia, fizyka), wychowanie fizyczne, wychowanie muzyczne, wychowanie plastyczne i zajęcia praktyczno-techniczne.

Wykształconą, wyemancypowaną młodzież, charakteryzuje swobodny casual (styl uliczny) uparty na luzie, swobodzie i zabawie. Dozwolone są wszelkiego typu eksperymenty z kolorami i wzorami. Całość ma wyglądać na niewymuszoną grę strojem, pozorną niedbałość i przypadkowość połączeń.
Do tego różnokolorowe włosy (niebieskie, zielone, różowe), ostry makijaż i manicure.
Charakterystyczny jest także bohemian style, czyli styl koreańskiej bohemy. Występują tutaj wszystkie wyżej wymienione cechy, ale w maksymalnym natężeniu. To jakby połączony styl rockmana z paryskim kloszardem. Przykrótkie spodnie rurki, bose stopy i lakierki, dwie rozpięte koszule i marynarka z przydługimi rękawami.
W koreańskiej telewizji udało mi się przyuważyć kilkanaście programów dotyczących mody i zasad ubierania się.
Wszystkich cechuje droga biżuteria oraz błyszczące smartfony rodzimych firm Samsung oraz LG.

Jeżeli już o telefonii komórkowej mowa, Seul do 2017 roku ma być miastem oferującym darmowe Wi-Fi we wszystkich miejscach publicznych. Władze Seulu zapewniają, że internet będzie bardzo szybki, ale jakoś ciężko mi w to uwierzyć biorąc pod uwagę bardzo ciekawy system okablowania miasta (wszędzie). Jest to moim zdaniem największą bolączką miasta.
Krążąc ulicami Seulu, obserwowaliśmy, różne detale infrastruktury i architektury miejskiej.
Największa ilość reklam na 1 m2 powierzchni

Hydranty przeciwpożarowe
Nietypowe  instalacje
Tabliczki na budynkach...
Ulice...
Skrzyżowania...
Nietypowe windy...
A także uliczne stragany z różnym badziewiem i jedzeniem,

oraz fragmenty zieleni miejskiej
i pomniki

Korea Południowa (podsumowanie 1) - Seul - sukces urbanistyczny vs. zatłoczone miasto...

Seul - stolica Korei (od 1392), zamieszkiwana przez ponad 10 milionów mieszkańców, a w całej metropolii przez ponad 23 milionów, co plasuje ją na 3 miejscu pod względem ilości ludności na świecie. Współczynnik gęstości zaludnienia wynosi ponad 15 tysięcy osób na każdy kilometr kwadratowy a całkowita powierzchnia miasta wynosi 614 kilometrów kwadratowych, wcale nie tak dużo, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Doliczając jeszcze turystów i przyjezdnych, wszystko to powoduje, że Seul jest miastem bardzo, bardzo zatłoczonym. Nieprzerwanie miasto wzdłuż i wszerz przemierzają miliony ludzi.
Jednakże, seulscy projektanci poradzili sobie z tym problemem, dzięki sprawnie funkcjonującej sieci metro (kolei podziemnej i naziemnej). 19 linii o łącznej długości 532 km (o 6 km dłuższe jest tylko metro w Szanghaju) obsługuje 401 stacji (dwadzieścia stacji więcej jest w Nowym Jorku).
źródło: seoulmetro,co.kr
Każda linia ma numer i kolor, a każda stacja oprócz nazwy, także swój numer, co bardzo, ułatwia poruszanie się cudzoziemcom, bowiem nie łatwo zapamiętać nazwy stacji nawet w transkrypcji angielskiej. Ponadto numeracja jest bardzo logiczna, np. linia 4 (ma numery stacji 400, 401, 402, itd.). Dodatkowo każde wyjście ze stacji też ma swój numer (wszystko precyzyjnie oznakowane).
Wszystko to dostosowane do szybkiego przekształcenia olbrzymiego kompleksu podziemnego ( 10 ÷ 20m pod ziemią),  w funkcję schronów na wypadek wojny.
Na każdej stacji po kilka szaf z artykułami niezbędnymi do przeżycia...
Pociągi, na peronie, zatrzymują się z milimetrową dokładnością, podjeżdżają pod szklane drzwi (nie ma możliwości przypadkowego upadku na tory), kursują co kilka minut, a aktualnej pozycji pociągu względem stacji, informują monitory postępu. Kiedy pociąg wjeżdża na stację, można posłuchać fragmentów muzyki klasycznej, np. Chopina, Vivaldiego, Mozarta (każda linia i kierunek ma swoją melodię).
W kolejce do pociągu...
Oczywiście w pociągach nad drzwiami są schematy linii, dla obu kierunków, a obok monitor, z wyświetloną nazwą i numerem następnej stacji, oraz  strony po której otwierane będą drzwi.
W pociągu jest pełny dostęp do sieci wi-fi, stąd wszyscy (dokładnie), ze słuchawkami w uszach, trzymają w rękach smarfony i odłączeni są od świata rzeczywistego.
Pociągi, perony, stacje, uderzają czystością. Wszystkie toalety publiczne bezpłatne wyposażone w niezbędne artykuły sanitarne, kąciki dla przewijania niemowląt i toalety dla osób niepełnosprawnych ruchowo.
Niezbędne artykuły sanitarne w każdej toalecie...
Cena przejazdu jest uzależniona od długości podróży i ilości przesiadek. Standardowy jednorazowy bilet na podróż krótszą niż 10 km, czy to metrem, czy autobusem, to wydatek 1050 wonów. Każde kolejne 5 km kosztuje 100 wonów, podobnie jak przesiadka z metra na autobus.
Mieszkańcy Seulu używają kart pre–paidowych, często w formie przyczepianego do kluczy czy telefonu breloczka. Odbijają je przy wejściu i wyjściu z metra, a system pobiera stosowną opłatę. 
My używaliśmy plastikowej karty T-Money, zakupioną w Busanie, za którą kaucja wynosiła 2000 wonów, kartę trzeba było doładowywać, w automatach znajdujących się, przy wejściu na perony stacji.
Oczywiście w metrze można nabyć bilet jednorazowy, czego nie polecam, ponieważ na niektórych trasach trzeba dopłacić niewielką kwotę do podstawowej ceny biletu już przy wyjściu. Utrudnia to szybkie przemieszczanie się.
Stworzenie czytelnego, skutecznego, wystarczająco odciążającego ruch komunikacyjny w mieście, samofinansującego się, przy tym dostępnego finansowo dla wszystkich systemu komunikacji podziemnej, w niespełna 40 lat (budowę pierwszej linii metra rozpoczęto w 1971r., a w Warszawie w 1953r.), osobiście uważam za ogromny sukces urbanistyczny Koreańczyków.
Seul połączony jest z głównymi miastami, poprzez sieć kolejową KTX, pociągów pocisków, jednych z najszybszych w Azji, poruszających się z prędkością ponad 300 km/godz. Wszystkie pociągi zatrzymują się na Seoul Station.
Nowoczesny, lśniący Dworzec Główny...


.
Jak przy każdym dworcu głównym bywa, to i w stolicy tak dużej metropolii nie brakuje bezdomnych (przyznać muszę, że byli to jedyni bezdomni spotkani w tym czystym mieście).

W Seulu istnieje ponad 400 linii autobusowych. Autobusy oznaczone kolorami:
  • zielone autobusy obsługują trasy lokalne,
  • niebieskie dalsze podróże,
  • czerwone autobusy ekspresowe dojeżdżają na przedmieścia,
  • żółte autobusy kursują na trasach zakupowych (coś jak autobusy sieci Auchan).
Autobusy, choć czyste, często są bardzo zatłoczone, poruszają się w korkach, co bardzo zniechęcało nas do korzystania z tego typu transportu. 
Ciekawostką w Seulu są pomarańczowe taksówki, przeznaczone dla obcokrajowców, 20% droższe niż regularne taksówki, ale kierowcy bardzo dobrze mówią po angielsku, opowiadając na temat obiektów i zabytków mijanych po drodze.
Taksówka dla cudzoziemców...
Oznaczone drogi...
W mojej ocenie na ogromną pochwałę zasługuje projekt rewaloryzacji przestrzeni miejskiej wokół Cheonggyecheon – rzeki przebiegającej przez centrum miasta (o projekcie pisałam wcześniej w części poświęconej Festiwalowi Lampionów Lotosu).
Otwarta rzeka, nie tylko przywróciła mieszkańcom tereny rekreacyjne, ale i poprawiła jakość wód oraz wzrost liczby żyjących tu gatunków zwierząt i roślin. Dzięki ponownemu pojawieniu się w tym rejonie wód, średnia temperatura okolic spadła o ponad 3 stopnie Celsjusza.
Przeprowadzone zmiany pozwoliły na scalenie obu fragmentów centrum pod względem przestrzennym poprzez likwidację bariery w postaci estakady. A budowa wieżowców, w których znajdują się siedziby światowych towarzystw finansowych i koncernów międzynarodowych, dała naturalny cień, spacerującym wzdłuż rzeki.
Nie można pominąć także budowy ultranowoczesnego miasta biznesowego typu ubiquitous city, Songdo-dong, zbudowanego na sztucznie usypanej wyspie o powierzchni 600 ha, na Morzu Żóltym, w pobliżu miasta Incheon, po północno-zachodniej stronie Seulu.
żróło: andrewbartholomew.wordpress.com
Tak zwiększył się obszar powierzchni ziemskiej...
Dzielnica zawiera 80.000 mieszkań, 5.000.000 metrów kwadratowych powierzchni biurowej i 900.000 metrów kwadratowych powierzchni handlowej. Tutaj znajduje się najwyższy w Korei Południowej, 305m wysokości, 68 piętrowy Northeast Asia Trade Tower.
Źródło:: worldgreatestsites.com
Songdo stanowiło tło dla teledysku "Right Now", przez koreańską gwiazdę pop PSY.