Strony

środa, 4 maja 2016

Seul ICN - Seul GMP - Epizod 2 - Noc na lotnisku

Po powrocie z wycieczki po Doha mieliśmy jeszcze kilka godzin, które spożytkowaliśmy na drzemkę w Family Quiet Room. Ponieważ Kuba był już bardzo zmęczony, wybraliśmy najbliższy, jak się później okazało - jeden z bardziej zatłoczonych, a co gorsza oddalonych od właściwej bramki lotu do Seulu. 
Tuż przed odlotem...
 Po trzech godzinach odpoczynku ruszyliśmy w kierunku bramki pod którą zaparkowany i gotowy czekał na nas Boeing 777-300ER. Zostaliśmy umieszczeni w pierwszej strefie wsiadających, tuż po klasach: pierwszej i biznesowej - dzięki czemu dość wcześnie zaczęliśmy sobie mościć miejsca do spania. Otrzymaliśmy pełen zestaw akcesoriów podróżnych - opaski na oczy, szczoteczki i pastę do zębów oraz skarpetki, dla Kuby dodatkowo steward przyniósł inny, niż w locie z Warszawy, zestaw zabawek. 
Samolot wystartował o czasie - Kuba zasnął od razu, my jeszcze zjedliśmy spóźnioną kolację (około 02:30 czasu polskiego) i też zasnęliśmy: serwowane było smażone tofu oraz w wersji dla nie-wegetarian: wołowina. Wystarczyły cztery godziny snu, po których Kuba też już zaczął się kręcić - zgłosił że jest głodny. Serwis pokładowy zareagował od razu i przygotował przyspieszone śniadanie (właściwe miało być serwowane godzinę później) dzięki czemu dziecko najedzone i wyspane mogło oddawać się przyjemnościom oglądania kreskówek oraz gry w statki z ojcem przez sieć wewnętrzną samolotu, a później nawet z komputerem "pokładowym". Zgodnie z planem w Seulu wylądowaliśmy o 17:00 czasu miejscowego. Zaplanowaliśmy sobie zmianę lotnisk i odlot na wyspę Jeju  o 19:50. 
 
Według ekspertów na różnych forach czasu było mało i wystarczająco - więc z lekką niepewnością wsiedliśmy do podziemnego pociągu, który zawiózł nas na terminal, gdzie poddawano nas różnym kontrolom. Pierwsza kontrola, która nas czekała związana była z zagrożeniem MERS. Jeszcze
w samolocie należało wypełnić specjalną kartę informacyjną dotyczącą danych osobowych, miejsc gdzie się przebywało, miejsc gdzie się planuje przebywać, aktualnie odczuwanych objawów potencjalnej choroby. I jakby tego było mało - zmierzyli nam wszystkim temperaturę patrząc głęboko w oczy. Chwilę później czekała nas kontrola paszportowa połączona ze skanowaniem twarzy oraz pobraniem odcisków palców a także kontrola zgodności wypełnionego w samolocie formularza wjazdowego. Czas płynął, czas do odlotu taniej linii lotniczej EastarJet do Jeju z każdą minutą zmniejszał się nieuchronnie. Do tego, zanim wyjechały nasze bagaże nadane jeszcze w Warszawie minął kolejny kwadrans. Jeszcze tylko kontrola celna (kolejna deklaracja wypełniona w samolocie) i zaczęliśmy rozglądać się za pociągiem, który miał nas dowieźć z lotniska Seul Incheon na lotnisko Seul Gimpo, skąd odlatuje najwięcej samolotów na wyspę Jeju. 

Po odprawie...
W takiej sytuacji każda minuta opóźnienia mogła spowodować, że zamkną nam check-in - nie otrzymamy kart pokładowych oraz nie nadamy bagażu. A przede wszystkim, stracimy 260 zł/3 osoby, jakie w lutym wydaliśmy na zakup biletu na wyspę. Kwadrans stracony na szukanie właściwego bankomatu, który byłby w stanie wypłacić gotówkę. Zaskakujące jest to, że na międzynarodowym lotnisku Incheon kilka bankomatów obsługiwało tylko koreańskie karty. 
W kolejce na shuttle train...


Gdy już udało się wypłacić gotówkę, zapłacić za bilet ICN-GMP w automacie  przyjmującym tylko gotówkę, wbiegliśmy na peron, z którego właśnie odjechał pociąg kolei, słynących z punktualności.

Tu się nie da zapłacić kartą kredytową
Terminal Incheon International Airport
Terminal ICN
Kolejne 20 minut opóźnienia w oczekiwaniu na kolejny pociąg spowoduje że na lotnisku Gimpo zameldujemy się "last minute". I tak się stało...bieg poprzez podziemne korytarze, obserwacja godzin, później cała czerwona tablica odlotów i zdyszani wpadliśmy na dziwnie puste stanowisko naszego kolejnego przewoźnika. Zdążyliśmy? Zdążyliśmy - ale zupełnie niepotrzebnym pośpiechu. Ta czerwona tablica odlotów (nie było wersji angielskiej - wszystko w hangul) wyświetlała informację, że z powodu niekorzystnych warunków pogodowych, wszystkie odloty na Jeju od godziny 18:00 do odwołania zostały anulowane. Miła pani, łamanym angielskim, wyjaśniła, że w związku z tym należy nam się bezpłatna zmiana rezerwacji na inny lot, ale ponieważ problem wynika z sytuacji niezawinionej przez przewoźnika nie należy nam się nocleg. Mamy świadomość straty co najmniej 12 godzin, czasu, który mieliśmy zarezerwowany na odpoczynek po podróży i kwarantannę "jet-lag". 
Co prawda taki wariant (nie zdążymy na przesiadkę ze zmianą lotniska) mieliśmy rozpracowany - kilka tanich hoteli w pobliżu, jednak nie przewidzieliśmy możliwości włóczenie się po okolicy lotniska w zacinającej ulewie. Dlatego też zapadła decyzja - zostajemy na ciepłym i suchym lotnisku, szczególnie, że zauważyliśmy sporo rdzennych mieszkańców, którzy mimo anulowania wszystkich lotów do końca dnia, również nie mieli zamiaru ruszać się z tego miejsca. Znaleźliśmy sobie fajny cichy kącik na drugim piętrze, z wifi oraz zasilaniem 220V, niestety po 21:30 zasilanie zostało odłączone. Przenieśliśmy się zatem w pobliże koczujących Koreańczyków na pierwszym piętrze. Zakupy w dość drogim sklepiku lotniskowym zapewniły nam wyżywienie i picie do rana, kolejne gniazdko, wifi oraz toaleta w zasięgu wzroku. Około 22:30 zjawił się patrol policji - wyjątkowo biegle władającym angielskim:
- Dlaczego tu jesteście, skoro o 23:00 lotnisko zostanie zamknięte?
- Nie wiedzieliśmy. Skasowano nam lot na Jeju, nie z naszej winy, a do tego nikt nam nie zapewnił noclegu. Odprawa rozpoczyna się o 5:00 rano, nie ma sensu abyśmy teraz szukali noclegu, skoro nawet nie zdążymy zasnąć, aby stawić się na czas.
- Lotnisko o 23:00 zostaje zamknięte i nie ma od tego odstępstwa. Możecie to potwierdzić w informacji na parterze.
- A ci ludzie tam śpiący?
- Oni być może nie wiedzą.
- A my?
- Już powiedziałem, że informacji udziela się na parterze.
- Jeśli ci ludzie mogą tu zostać, to my też zostaniemy.
Schodami w dół i kolejna podobna konwersacja z panem w garniturze przy stanowisku informacji. "Powinniście sobie zapewnić nocleg, lotnisko zostanie zamknięte, to wasz problem, nie nasza wina, że takie warunki pogodowe." I na nic tłumaczenie, że mamy już opłacony nocleg na tą noc w hotelu na Jeju, że nie mamy zamiar włóczyć się po nocy w strugach deszczu. Zasady są zasady, regulamin rzecz święta, lotnisko zostanie zamknięte. Skoro tak, zmieniliśmy trochę taktykę - na: obserwować, nie wychylać się. Co prawda zmuszeni zostaliśmy po raz kolejny do zmiany miejsca koczowania: z piętra pierwszego, na parter lotniska - równocześnie zauważyliśmy że w podobnej sytuacji jest około 30 Koreańczyków. 
Koczownia...
Nie mają zamiaru lub chęci, czy też pieniędzy - by ruszać się z miejsca, z którego z kilka godzin odlecą na Jeju. Wśród nich były osoby starsze, które w tej kulturze cieszą się szczególną i bezdyskusyjną reputacją oraz szacunkiem.
Kilku ochroniarzy próbuje z nimi dyskutować, do nas nie podchodzą - jesteśmy jedynymi Europejczykami w tym gronie. Tak minęło pierwsze 20 minut po godzinie 23:00. Wciąż jesteśmy na parterze lotniska Gimpo. Trwa wojna nerwów, my z oddali obserwujemy przebieg wydarzeń. Służby lotniska wciąż gdzieś dzwonią, dyskutują oraz negocjują z bardziej krewkimi przedstawicielami "koczujących". Widać wyraźnie konflikt i dylemat: z jednej strony zasady i regulamin, z drugiej - niecodzienna sytuacja i od dzieciństwa wpajane dotyczące szacunku do starszych.
Cancelled...
Opuszczone Seul - Gimpo International Airport
Opuszczone GMP...
Opuszczone GMP...
My z zaskoczeniem obserwowaliśmy sytuację, gdy przy obecnym zagrożeniu terrorystycznym po niedawnych zamachach na lotnisko Zaventem, służby bezpieczeństwa poddają się po dyskusji
z kilkoma staruszkami. Po chwili ochroniarze dyskutujący z przypadkowymi mieszkańcami lotniska jakby się rozpłynęli w strugach deszczu, pojawili się nowi (z nocnej zmiany), którzy zamiast na wypędzaniu - skupili się na trosce, aby śpiący na krzesłach mieszkańcy nie stracili swego dobytku. Po północy nastała cisza, przerywana tylko przez służby techniczne lotniska. Lotniska, które jak się okazało, przeciekało w strugach ulewy, a pracownicy przestawiali kosze na śmieci, by zbierać do nich kapiącą z sufitu wodę. 

Cieknący terminal...
GMP...
Kuba zasnął około 01:00 i spokojnie dospał do 05:00, kiedy lotnisko zaczęło się budzić do życia.
Wtedy też stanęliśmy w kolejce do odprawy, ilość pasażerów tego dnia była zdwojona - co pięć minut w kierunku Jeju odlatywały trzy samoloty, aby odrobić zaległości z dnia poprzedniego. Kontrola bagażu, skanowanie pod kątem baterii i akumulatorków i z lekkim opóźnieniem wsiedliśmy na pokład starego Boeinga 737 lecącego z Gimpo na Jeju.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz